- Strona główna
- Zbiórki
- Z ogromnym smutkiem żegnamy Aldonę…
Z ogromnym smutkiem żegnamy Aldonę…
Najważniejsze informacje
-
PodopiecznyAldona Bentyn
-
DiagnozaRak gruczołowy płuca prawego z przerzutami
-
Wiek Podopiecznego55 lat
-
Lokalizacja
Najważniejsze informacje
-
Cel zbiórkiLeki, konsultacje lekarskie, rehabilitacja, koszty bieżącego leczenia
-
DiagnozaRak gruczołowy płuca prawego z przerzutami
-
Wiek55 lat
-
Lokalizacja
Aktualizacja
Aldona odeszła
Dziś żegnamy Aldonę. Jej droga dobiegła końca, ale ślad, który zostawiła w sercach najbliższych, pozostanie na zawsze. Z ogromnym smutkiem łączymy się z jej rodziną i bliskimi w tym niewyobrażalnie trudnym czasie.
20 maja 2026Pogorszenie stanu zdrowia pani Aldony
Rodzina przekazała bardzo trudne informacje dotyczące stanu zdrowia pani Aldony. Niestety w ostatnim czasie nastąpiło znaczne pogorszenie jej stanu, a badania wykazały przerzuty do mózgu. Podczas diagnostyki, przeprowadzonej około miesiąc temu - tuż przed jej 55. urodzinami - lekarze wykryli sześć guzów w mózgu. Dwa tygodnie temu pani Aldona przeszła pierwszą operację usunięcia zmian, jednak choroba wciąż postępuje. Pojawiła się również postępująca neuropatia, która powoduje coraz większe trudności z poruszaniem się.![]()
Obecna sytuacja
Obecnie pani Aldona przebywa w szpitalu na oddziale opieki paliatywno-hospicyjnej, gdzie otrzymuje niezbędną pomoc medyczną i opiekę. W związku z pogorszeniem stanu zdrowia rodzina zwróciła się z prośbą o zwiększenie celu zbiórki, aby móc pokryć rosnące koszty leczenia, opieki oraz wsparcia w tym niezwykle trudnym czasie. 10 marca 2026
Poznaj historię
Moje życie było słuchaniem innych. Dzisiaj sama muszę wykrzyczeć prośbę o ratunek
Przez lata mój gabinet psychoterapeutyczny był miejscem, gdzie ludzkie dramaty znajdowały swoje ujście. Podawałam chusteczki, budowałam nadzieję i uczyłam moich pacjentów, jak radzić sobie z trudnościami nawet wtedy, gdy świat wali im się na głowy. Latami słuchałam o heroicznych walkach, które toczyli moi pacjenci. A dzisiaj to ja, w roli pacjentki, potrzebuję terapii, ale takiej, której nie da się przeprowadzić słowem. Moje ciało stało się areną brutalnej bitwy, a przeciwnik zabiera mi oddech i sieje spustoszenie w płucach.
Kiedy pomagasz innym przetrwać burzę, nie spodziewasz się, że niedługo sama będziesz w jej centrum
Kilka tygodni męczącego kaszlu, narastające osłabienie i ta duszność, przez którą czułam się, jakby ktoś założył mi na klatkę piersiową stalową obręcz. Kilka zwykłych schodów stawało się przeszkodą nie do pokonania, a ja walczyłam o każdy wdech, jakbym niosła na plecach ogromny ciężar. Kiedy w końcu trafiłam na SOR w Bełchatowie, wierzyłam, że to tylko powikłania, może zmęczenie po przebytej wcześniej operacji tarczycy. Przecież pół roku wcześniej byłam pod lupą lekarzy i byłam zupełnie zdrowa. Dbałam o siebie, nie paliłam, prowadziłam zwyczajne życie obok mojego męża. Los miał jednak inny plan. Badanie angio-TK klatki piersiowej zamiast uspokojenia przyniosło wyrok. W moich płucach znajdowała się patologiczna masa i około 100 mm płynu.
Dwa litry płynu, które co trzy dni próbują mnie utopić
Diagnoza brzmi jak wyciąg z podręcznika onkologii, ale dla mnie to codzienna walka o każdy centymetr tlenu. Rak gruczołowy płuca prawego G3, stopień zaawansowania T4N1M1a, przerzuty do opłucnej i podejrzenie zmian na wątrobie. To nie są tylko symbole. To ból, który przeszywa klatkę piersiową przy każdym głębszym wdechu.
Co trzy dni kłuto moją klatkę piersiową, by ściągnąć z płuc 2–3 litry płynu, przywracając mi na chwilę możliwość mówienia bez zadyszki. Mój rak jest nieoperacyjny, dlatego przeszłam przez VATS, pleurektomię i pleurodezę talkową. To bolesne zabiegi, które miały zatrzymać to błędne koło, ale mój rak okazał się wyjątkowo podstępny. Mutacja insercja w egzonie 20 genu EGFR sprawiła, że standardowe leczenie celowane zawiodło, a guz zamiast się poddać, urósł do ponad dziesięciu centymetrów.
Uśmiech do zdjęcia, który ukrywa strach przed jutrem
Dzisiaj patrzę na swoje zdjęcia sprzed roku i widzę kobietę, która kochała podróże, pracę w ogrodzie i teatr. Wciąż staram się uśmiechać do męża i dwóch synów, bo to oni są moim paliwem do walki… Jednak maksymalne dawki chemii, cisplatyna, pemetreksed i radioterapia odebrały mi nie tylko siły, ale i samodzielność. Neuropatia stała się tak dotkliwa, że stałam się osobą w pełni zależną od opieki najbliższych. Ja, która zawsze byłam opoką dla innych, dzisiaj potrzebuję pomocy przy najprostszych czynnościach.
Wciąż jestem tą samą kobietą, kochającą żoną, matką, pasjonatką swojej pracy. Chcę żyć. Nie chcę stać się dodatkiem do statystyk we wdrożonym leczeniu. Chcę wrócić do mojego ogrodu i do moich pacjentów, którzy wciąż na mnie czekają. Jednak do tego potrzebuję wsparcia.
Rak zabrał mi sprawność i zdrowie. Nie pozwól mu zabrać nadziei
Zbieram fundusze na leki nierefundowane, specjalistyczną rehabilitację neurologiczną, która pozwoli mi odzyskać władzę w ciele, oraz pomoc w codziennym funkcjonowaniu, by odciążyć moją rodzinę.
Mój mąż i synowie robią wszystko, bym nie czuła, jak bardzo jest źle, ale widzę w ich oczach strach, którego nie da się ukryć. Sami nie podniesiemy tego ciężaru, który z każdym dniem staje się coraz bardziej przytłaczający.
Proszę, stań obok nas. Twoje wsparcie to dla mnie szansa, bym zamiast o przetrwaniu, mogła znów myśleć o tym, że będę dla nich po prostu żoną i mamą, a nie tylko pacjentką wymagającą całodobowej opieki. Pomóż mi sprawić, by ta diagnoza była tylko elementem w mojej historii. Pomóż mi ruszyć dalej i planować chociaż tę najbliższą przyszłość.